2006-02-16
kończą się leniwe 2 tygodnie w domu u mamusi. jak to dziwnie, jak nie trzeba pamiętać, że następnego dnia też wypada coś jeść, i trzeba o tym pomyśleć odpowiednio wcześnie; jak nie ma tabelki
kto-dziś-zmywa; jak się człowiek kładzie o 4 i wstaje o 13, i patrzą się na niego pukając się w czoło, jakby to nie było naturalne ;-) słowem, bimbam sobie jak tylko można, trochę nadrabiam filmowych zaległości, trochę książkowych, trochę knajpianych, ale żeby się przemęczać, to nie ;-) i tak prawdę mówiąc to już bym chciała do topniejącego krakowa, bo tu się czuję jakoś tymczasowo i niespokojnie.
wracam w sobotę wieczorem i od razu z marszu z rokiem swym się przywitać bo długim niewidzeniu ;-)
news o koncercie prodigy w spodku narobił nadzieji i w ogóle
w górę serca, ale chyba odpuszczę na korzyść nowszego info o placebo na open'er i w ogole całego open'eru. a może się uda oba zaliczyć, marzenie.
ps. malkovska po przeczytaniu notki dot. zwierząt [trochę poniżej] zaoferowała swoją pomoc w postaci pająka ptasznika albo nawet kilku. m:
jad nie jest smiertelny, chyba że masz uczulenie, to umierasz. jedzą larwy much, to możesz w zoologicznym kupić, a jak podrosną to małe myszki - ja im daje młode swoich.
na pewno O_o
meow.
2006-01-23
wchodzę do kuchni i słyszę jak aga mowi:
a: feta aż 9 złotych?
ja: AŻ?! jakie AŻ?! u kogo, gdzie?!
patrzę, a ona katalog Kefirka przegląda, strona z serami...
meow.
2006-01-12
zapragnęłyśmy mieć w mieszkaniu zwierzątko. wywołało to dość długą dyskusję o tym, jakie pasuje do naszego trybu życia - żeby można się nim bez problemu zajmować. pies odpada - bo trzeba wychodzić na spacery, bawić się z nim i w ogóle pochłania dużo czasu. kot również - bo kto będzie pamiętał o wynoszeniu kuwety na bieżąco? chomiki hałasują i wyrzucają z klatki trociny. większe gryzonie trzeba wypuszczać i pilnować, żeby nie pozżerały kabli. chociaż fretki są słodkie, ale upierdliwe i trzeba się z nimi dużo bawić. papużka skrzeczy za głośno i cuchnie. i tak odpadły nam te, i jeszcze wiele innych zwierzaków. po głębokiej analizie i internetowych poszukiwaniach odpowiedniego pupilka ustaliłyśmy, że wchodzą w grę tylko patyczaki. kilka godzin zeszło nam na zdobywaniu informacji nt. hodowli, gatunków i zwyczajów tychże. ale i tu w przedbiegach odpadł straszyk plujący [
anisomorpha paromalus], potrafiący wydzielać w razie niebezpieczeństwa wydzielinę, która w wypadku dostania się do oczu może wywołać tymczasową utratę wzroku - nie, dziękujemy. z kolei przy hodowli straszyka olbrzymiego [
heteropteryx dilatata] trzeba być bardzo ostrożnym, bo to owad bardzo agresywny [swoją drogą, ciekawe w czym się to przejawia]. liściec dehaana [
phyllium celebicum] żywi się guavą [jakkolwiek się to odmienia i cokolwiek to jest] więc też u nas nie zamieszka. ustaliłyśmy, że najbardziej nam pasuje straszyk kolczasty [
neohirasea maerens], bo jest najlepszy dla początkujących terrarystów, dąb na pożywienie można hodować w doniczce i nie wymaga dużo opieki, poza psikaniem go na noc wodą i utrzymywaniem temperatury 25-28 C w terrarium [lampka wystarczy]. co prawda nie da się go przytulić ani z nim pobawić, ale też nie jest głośny, bo prawie się nie porusza, ani nie musi wychodzić na spacery. problem jest taki, że trzebaby dorwać samczyka, bo samice jeśli żyją same, mogą się rozmnażać przez partenogenezę, ale dyformizm płciowy podobno u niego widoczny, więc to chyba do zrobienia.
poza tym
JESTEŚMY zdrowe i chcemy jechać na zlot fanów patyczaków, niestety ostatni odbył się w wakacje.
meow.
2005-12-30
>mrt< wyciera sobie okulary. zakłada, jednak dalej są upaćkane. zdejmuje, pucuje znowu. nagle:
- jak ja mam je dobrze wyczyścić, skoro nic nie widzę, bo nie mam okularów?
meow.
2005-12-13
broniłam się dzielnie i długo, przetrwałam agusiową miesięczną kurację antybiotykową, jej wirusowe zapalenia gardła i wszelkie stany okołogrypowe. batalia nie mogła trwać wiecznie, więc w sobotę poległam - dopadło mnie. w weekend chodziłam połamana i więcej przespałam niż nie przespałam, dziś coś mnie podkusiło, żeby iść na zajęcia i to był bardzo zły pomysł. wieczorem lekarz - jestem na chorobowym do końca tygodnia. a może i dobrze, wygrzeję się, poczytam wilde'a, bo dziś zatęskniłam dziko i nadrobię zaległości z gramatyki ukraińskiej. spożywam kaszkę dla niemowląt, bo nie mam siły gryźć, palę super lighty, bo gardło boli i słucham ukraińskiego folku, bo... bo tak.
złożyłam tymczasowe śluby abstynenckie, po tym jak po wtorkowych andrzejkach ukrainistycznych, wracając do domu na pieszo z kazimierza na czarnowiejską cudem znalazłam się na podgórzu, czyli po drugiej stronie wisły. mam nadzieję, że chociaż mostem przeszłam, nie wpław. nie kojarzę za bardzo.
a sama impreza przednia, przy muzyce wyłącznie wschodniej, z zarzucaniem co jakiś czas przez inny piosnką ludową, którą podchwytywali wszyscy obecni, z wódką spod stołu, z wykładowcami pijącymi nawet bardzo, i z soroczkami, które ostatecznie zaginęły :-(
i wydaję kupę pieniędzy na kocie gażdżety.
meow.
2005-11-29
a jednak zabrakło mi pisania - reaktywacja.
dla własnego komfortu psychicznego i w celu uniknięcia zmiażdżenia emocjonalnie samej siebie chyba powinnam się odciąć od pewnego etapu, niezależnie od tego, jak kurczowo się go nadal trzymam i jak bardzo nie chcę puścić. nie lubię radykalnych środków, nie potrafię stosować radykalnych środków, boję się radykalnych środków - może czas się przełamać?
tyle biadolenia.
życia studenckiego używam, a co. mocno imprezowo jest, a mieszkanie w centrum sprzyja wyjściom w dowolnej chwili, więc pobijam własne rekordy umawiania się
na za chwilę o dziwnych porach. obecny: 0:30. rytm dobowy: zaburzony do granic.
w turbiny studiów wpadłam również - pasją moją językoznawstwo i polska gramatyka
;). fakt, że jadąc pksem wyobrażam sobie fonetycznie zapisane nazwy miejscowości oraz uporczywie i bez przerwy słyszę własny akcent, jest trochę przerażający, ale starsze roczniki twierdzą, że to przechodzi, więc chyba wszystko w porządku. a tęsknotę za samorządem szkolnym rekompensuję sobie byciem starostą roku
;). zabieganie mi pasuje.
meow.
2005-10-20
koniec. nie chce mi się :-)
meow.
2005-09-23
powoli zbieram swoje rzeczy, układam na kupki, kupeczki, segreguję, pakuję. za jakiś tydzień trzeba przewieźć to wszystko do krakau na czarnowiejską :) przeraża mię to odrobinę, ale ciekawość jest większa - zresztą jeszcze zostało trochę czasu - jutro sting, a potem posiadówka u moba i villego, później sebastiano wraca z nottingham, co trzeba oblać.
notka z wakacji prawdopodobnie pojawi się w okolicach grudnia, bo w takim tempie idzie mi pisanie. nic, w święta się przyda trochę słońca bułgarskiego i rumuńskiego wina;)
meow.
2005-08-03
nareszcie przyszedl pomysl na nowy lay. ladny? :>
- Dlaczego szejk Kuwejtu nosi zielone szelki?
- Żeby mu spodnie nie spadały. |
meow.
2005-07-19
nigdy więcej planowania wakacji last minute. nigdy więcej!
jakiś tydzień temu juriusz postanowił, że trzeba odpocząć. zgadza się, trzeba - to jasne. tylko gdzie? zamarzyła nam się gorąca plaża, co by się móc rozłożyć, opalić, poczytać, zrelaksować. chorwacja? tunezja? no dobra. przeglądamy oferty - głównie last minute, bo większość już dawno pozajmowana. wszystko drogie, a nas jeszcze w sierpniu czeka przeprawa przez bułgarię & rumunię i musimy się z tym finansowo liczyć. to może czarnogóra - bo tańsza, a plaża i ciepło jest też. w czarnogórze juriusz znalazł oferte wyjazdu do bigova. taniutka. super! oglądamy 4 dostępne zdjęcia i już nie super. 18 domów w całej wiosce. na pierwszym planie jacyś przerażający rybacy. firmie organizującej raz spalił się autobus w belgradzie. innym razem stal 12 godzin na granicy. o bigovie po polsku zero informacji. po serbsku jest troche, ale takich, że juriuszowa mama odczytując je nam prawie dławi się ze śmiechu. zdaje się, miejsce z cyklu
how to disappear completely and never be found. ja panikuję - nie chcę utknąć we wsi, która ma 60 mieszkańców, a jedyną atrakcją jest łowienie ryb z miejscowymi. juriusz obiecuje wybrać się do biura podróży by zdobyć więcej informacji. w biurze przyjmuje go pani, która zabrania mu jechać do bigova:
"panie! ja błagam, niech pan tam nie jedzie! my już wycofaliśmy tę ofertę, w życiu na takim zadupiu nie byłam! pan tam chce na tydzień a tam po 5h można zwariowac! tam nic nie ma! niech pan tam nie jedzie! a jak pan nie ma samochodu to się pan nigdzie nie ruszy stamtąd!" łatwo przyszło, łatwo poszło - bigovo z głowy. zniechęceni i nerwowi przeglądamy oferty od początku. w międzyczasie okazuje się, że w autobusie do chorwacji są jeszcze wolne miejsca - rezerwuję długo się nie zastanawiając. wyjeżdzamy w piątek. bierzemy namiot i śpiworki, na miejscu szukamy noclegu tańszego niż te ogłąszane w necie. jak nie znajdziemy - to camping. i może być camping, ważne że sobie cycki opalę i odpocznę.
trzymajcie kciuki żebyśmy tam dodarli, bo jak coś nie wypali, to ja już nie wiem.
meow.
2005-07-14
wróciłam ze zwycięskiej batalii o miejsce na ukrainistyce na UJ i teraz mam prawdziwe, bezstresowe wakacje. dopiero od października kraków na stałe i język starocerkiewny as well. jedna rzecz mnie tylko ciekawi a propos uczelni - czy sekretarz z mojej komisji egzaminacyjnej o anielskim głosie, którego chciałoby się schrupać, będzie coś wykładał? jeśli tak - pierdolę wakacje, chcę na zajęcia! ;) a moj sukces uczcilismy z juriuszem winem o wdziecznej nazwie
adolf hitler [przy okazji wina - mini-notka >tu<.
kraków tym razem imprezowo raczej spokojnie, głownie jakieś bulwary a i to dość oszczędnie. jedno tylko szaleństwo miało miejsce i to bynajmniej nie w moim, a juriuszowym wykonaniu: urodziny kolegi p. - moje samopoczucie na nie [głowa boli, brzuch boli]. męczę jedno piwo 2h, przerzucam się na sok. juriusz - samopoczucie jak najbardziej na tak, pije jak tylko on potrafi [właściwie nie tylko, bo nie tylko on sie schlał jak dzika świnia]. za to tylko on potrafił z kuflem w dłoni wypierdolić się na schodkach przez całą ich długość, rozwalic sobie łokiec i rękę tak, że bryzgał krwią na około i jeszcze kompletnie alkoholowo-znieczulony delikatne sugestie, że może już wystarczy, że może już do domu odrzucał pełnym wdzięku "pierdolę, jeszcze mogę pić! jeszcze jestem trzeźwy, polejcie banię!". cudem jakims udało się go mnie i xXx zawlec do kibla w antidotum i umyć tę rękę. kolejnym cudem po 30 minutach pertraktacji udało się wsadzić gwiazdę w taksówkę i dojechać do domu. gwiazda wysiadła i nie robiąc sobie nic z obecności taksówkarza wyciągneła ptaszka i zaczęła lać pod krzakiem, po czym ułożyła się wygodnie na trawie nieopodal. więdząc, ile trudu trzeba włożyć w obudzenie go, jeśli zaśnie, migiem podbiegłam i podniosłam za plecak, bo słownie nie dawał się przekonać [
-wstawaj bo zawołam twoją matkę! (2 w nocy)
-to wołaj.]. udało się wejść na 2 piętro i, za co byłam wdzięczna niebiosom, nie ubabrać przy tym na biało pomalowanych ścian krwistą czerwienią. po dotarciu do mieszkania juriuszątko, a jakże!, rzuciło się do komputera, dla odmiany upierdalając cały blat biurka i klawiaturę na czerwono. do pójcia do łazienki i zdezynfekowania namówiłam go dopiero, kiedy obiecałam otworzyć mu piwo. trzeba było też uprać spodnie z jednej strony w nieboskich plamach - potem okazało się, ze w kieszeniach na tyłku gwiazda wieczoru ukryła 2 kieliszki do wódki - teraz kompletnie pokruszone. szczerze żałowałam, że mu się do wszystko w d*** nie powbijało, może by się czegoś nauczył. po wypiciu piwa i prześpiewaniu kilkunastu utworów nin gwiazda wylądowała na podłodze w t-shircie i, nie wiedzieć czemu, bez gaci. i tam została porzucona, bo ja wściekła udałam się spać do salonu.
alternatywna relacja u gwiazdy na blogu, chociaż gdyby nie ja to niczego poza pierwszymi max. 2h imprezy by nie pamiętał ;>
plany wakacyjne są i zapowiadają się ciekawie, mam nadzieję, że z ich realizacją nie będzie wałów zbyt wielkich. może w końcu w tym roku uda mi się opalić - z takim postanowieniem co roku wyjeżdżam i zwykle wracam z tym samym odcieniem skóry, z którym wyjeżdżałam heheh ;<
meow.
2005-06-18
zgadza się, na tej zapalniczce JEST rysunek prezerwatywy z wypustkami O.o
meow.
2005-06-10
kupilam sobie balsam brazujacy w celu nadania memu sniezno-bialemu cialu jakiegokolwiek odcienia z okazji nadchodzacego lata. kiedys mialam podobny balsam, tylko ze nie dzialal. ten zadzialal. wygladam jak kot filemon. ten w brzoskwiniowe latki.
meow.
2005-06-08
no to jestem. nadmiar czasu rozleniwia niesamowicie i poza ksiazkami, filmami i alkoholem wlasciwie niczego nie tykam.
inspirowane
>pzychobitch<:
1. Złap najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Obublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
5. Nie szukaj najfajniejszej książki jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.
najblizej lezy
rzeznia numer 5 vonneguta, a 5 zdanie ze 123 strony brzmi:
U stóp tronu leżały trzewiczki Kopciuszka, czyli pomalowane srebrną farbą lotnicze buty z cholewami.O.o
z wydarzen ostatnich: laibach w gdyni cudo i na kolana chociaz jechalam sceptycznie nastawiona, bardziej szczegolowa relacja
>u Slonca<.
poza tym namietnie ogladam alleny i zasmiewam sie, a kilka dni temu po 2 tygodniach sciagania [!!!] zdobylam kurewstwo niebieskie, w ktorym orlando wyglada z wasikiem jak student nasionoznawstwa na akademii rolniczej, dociagnelam do 35tej minuty i juz jest tak beznadziejnie amerykanskie, ze nie wiem jak mi pojdzie dalsza wspolpraca z tym dzielem.
nowe white stripes ladne, chociaz nie najlepsze w ich dorobku imo. plytowo to sie jeszcze z mass kotkami zintegrowalam, ale poza 2 utworami to nie baudzo. tyle ze nazwa ladna maja.
meow.
2005-04-05
czujac potrzebe posiadania gryzonia [szczurka uspiona w piatek] nabylam wczoraj 2 chomiki dżungarskie, oba plci [mam nadzieje] zenskiej. na razie przypominaja male szare bobki [po 3-3,5cm dlugosci] i sa przepiekne. tylko biedactwa nie posiadaja imion. tzn. mniejsza z sympatii otrzymala Bijou ale jest problem z druga, za pomoc bede wdzieczna.
zdjecia dostarcze pozniej, bo teraz panny spia.
juriusz snul juz wobec nich niecne plany o zabarwieniu seksualnym i nie tylko, moj balamucicielu mlodych dziewczatek - ostaw chociaz chomiki!
EDIT: gryzą!
EDIT2:
>kliknij by powiekszyc<
meow.